BILANS UMYSŁOWYCH ENERGII

W swojej pierwszej, wydanej w 2005 roku książce ,,Inteligencja materialna a poszerzona świadomość i zjawiska paranormalne”, poruszyłem po raz pierwszy temat bilansu umysłowych energii. W pamiętnym 2010 roku, tuż po katastrofie smoleńskiej, w odpowiedzi na zapytania swoich klientów o jej przyczyny, napisałem artykuł poświęcony problematyce tegoż bilansu i skutkom zależności od jego polaryzacji (dodatniej lub ujemnej). Wartościowość tego artykułu została uznana przez redakcję ,,Nieznanego Świata”, która opublikowała go w numerze 4/2012. Na początku 2021 roku dokonałem poprawek swojego tekstu o bilansie umysłowych energii i w tej nowej formie przedstawiam go poniżej.



W jednej z wiadomości od znajomych osób, którą odebrałem na swojej poczcie mailowej, zawarty był opis apokalipsy Polski, przeniesiony z książki Stefana Budzyńskiego „Dotknięcie Boga”, odnoszący się do wizji Jana Pawła II na temat losów Polski, której doświadczył w 1982 roku, a która, jak uważają autorzy maila, ma się wkrótce zrealizować. Ta wysoce negatywna wizja naszego papieża dotyczyła m.in. napaści Niemiec na Polskę i została w w/w książce powiązana z apokalipsą całego świata, w tym z agresją Chin wobec Rosji i III wojną światową. Osobiście uważam, że istniały pewne rzeczywiste przesłanki tej wizji, m.in. realne zagrożenie dla świata wojną rosyjsko-chińską, ale dotyczyły one burzliwych lat 80. XX wieku. W tej chwili sprawdzenie się owej wizji graniczy z niemożliwością, chociażby ze względu na układ polityczny, jaki współcześnie panuje na świecie.

Na przykład, czy realna jest na ten czas napaść Niemiec na Polskę? Upowszechnianie zaś obecnie treści papieskiej wizji, z podkreśleniem z pełną mocą, iż pochodzi ona od Boga, jest przysłowiowym „dolewaniem oliwy do ognia” i wywołuje u zaznajomionych z nią osób olbrzymią falę destrukcyjnej energii, która wręcz niszczy pozytywną energię kreowaną przez ludzi dobrej woli, walczących o pokój na świecie. Bo to, czy dojdzie do trzeciej wojny światowej, czy dojdzie do jakiegokolwiek zbrojnego konfliktu, jest w chwili obecnej „w naszych rękach” (zwłaszcza po 2012 roku, ,,roku końca świata”, a tak naprawdę początku końca świata), jest sprawą bilansu umysłowych energii, o którym szerzej poniżej. Bilansu budowanego mniej lub bardziej świadomie codziennie przez wszystkich ludzi na naszej Ziemi – Matce. Moja zapoznana z wizją światowej apokalipsy znajoma, której wyjaśniłem, że dzięki pozytywnej pracy nad światowym pokojem wizja Jana Pawła II, osobiście bardzo zaangażowanego w tę pracę, już nie ma racji bytu, odetchnęła z ulgą. „Kamień spadł mi z serca” – powiedziała mi na pożegnanie naszej telefonicznej rozmowy.

Ponieważ – z jednej strony – w mojej pierwszej książce temat owego bilansu nie jest zbyt mocno wyeksponowany, wobec czego ginie w sporej ilości informacji związanych z jej tytułem, z drugiej zaś strony – zaistniała, jak uważam, wielka potrzeba, jako odpowiedź na ogrom negatywnych energii psychicznych (emocji, myśli), wyzwolonych w ciągu ostatnich kilku ostatnich lat (m.in. pod wpływem dzielących Polaków rządów czy też pandemii koronawirusa), by go uwypuklić w celu rozjaśnienia ludzkich umysłów oraz rozpędzenia chmury destrukcyjnych energii.

Spróbujmy zdefiniować bilans umysłowych energii (bilans moralny, bilans psychoenergetyczny). Jest to ogół energii psychicznych, na które składają się emocje, myśli, uczucia wyższe, słowa, wyobrażenia, intencje, idee oraz działania, generowanych przez człowieka, i to zarówno energii pozytywnych, jak i negatywnych. Energie te sumując się (podobnie jak w matematyce liczby dodatnie i ujemne lub w sferze finansów – zyski i długi) budują psychoenergetyczny bilans dodatni lub ujemny.

Bilans dodatni tworzą głównie:

  • pozytywne emocje, takie jak odwaga, cierpliwość, nieagresja, tolerancja, zrozumienie, życzliwość;
  • uczucia wyższe jak przyjaźń, miłość, altruizm, empatia, dobra wola;
  • pozytywna mowa, na którą składają się m.in. afirmujące słowa i zdania;
  • pozytywne, optymistyczne myśli, w skład których wchodzą piękne wyobrażenia i szlachetne idee, np. pokojowe;
  • dobre czyny i działania.

Z kolei w skład ujemnego bilansu wchodzą:

  • emocje niższe, będące energiami niższych poziomów świadomości, poziomów ego, jak strach i lęki, złość, zawiść, zazdrość, przygnębienie (tak naprawdę są one atawizmami, czyli pozostałością po zwierzęcych i przedludzkich przodkach);
  • najczęściej wynikające z nich negatywne myśli (wyobrażenia, intencje), słowa i działania.

I co najważniejsze w tym temacie – wytworzone przez człowieka energie psychiczne, budujące jego psychoenergetyczny bilans, nie rozpraszają się i posiadają moc sprawczą, co zresztą znajduje swoje odbicie w przysłowiach: „Piwo, które nawarzyłeś, musisz wypić”, „Co zasiejesz, to zbierzesz” i „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Nie tylko, że działają one bezpośrednio, np. raniące duszę słowa lub ratujące ludzkie życie czyny, ale też dają o sobie znać po jakimś czasie.

Energie negatywne, jeżeli nie są świadomie neutralizowane przez umysłowe energie pozytywne, kumulują się tworząc ujemny bilans psychoenergetyczny, który w konsekwencji, prędzej lub później, odbija się nie tylko na zdrowiu jego twórcy i najbliższego jemu otoczenia, ale również na wszystkich sferach jego życia, m.in. na prosperowaniu i odnoszeniu sukcesów, międzyludzkich relacjach oraz związkach. Podobnie kumulują się, tworząc pozytywny bilans umysłowych energii, ludzkie pozytywne energie, które sprzyjają zdrowiu oraz realizacji planów, pragnień i marzeń, jak również, w zależności od poziomu świadomości jednostki, mogą posiadać moc uzdrawiającą ciało i ducha. (Na dodatnim bilansie osób o wysokim poziomie świadomości opiera się proces uzdrawiania wykorzystywany m.in. w bioenergoterapii).

I co jeszcze w tym temacie należy szczególnie zaznaczyć – psychoenergetyczny bilans jednostki wchodzi w skład bilansu reprezentowanej przez niego rodziny, grupy społecznej, narodu, jak również rzutuje na bilans ogólnoświatowy, od którego zależy, w zależności od polaryzacji, światowy pokój. Zatem bilans każdego człowieka, podobnie jak pojedyncze cegły wchodzą w skład całego budynku, przyczynia się do budowy ogólnego bilansu umysłowych energii na naszej planecie, a ten – w zależności czy jest dodatni czy ujemny – do pokoju lub konfliktów.

Tak naprawdę temat bilansu umysłowych energii jest stary, jak stara jest nasza cywilizacja. Podejmowały go już te najstarsze kulty, w których jest mowa o tzw. życiu pozagrobowym. Do pierwszych wierzeń opisujących życie w zaświatach należały politeistyczne religie ludów indoeuropejskich, półkoczowniczych plemion patriarchalnych wojowników zamieszkujących ok. 6 tys. lat p.n.e. stepy nad dolnym dorzeczem Wołgi i wokół Morza Kaspijskiego. Znane współczesności dzięki stworzeniu kultury grobów kurhanowych, dały początek patriarchalnym wierzeniom, w których m.in. wyeksponowana została kwestia zasługi miejsca pobytu po śmierci. Na przykład, według Indoeuropejczyków, by zasłużyć po śmierci na życie w krainie bogów, mężczyzna musiał odznaczać się walecznością, męstwem i odwagą w bitwie, a najlepszą sposobnością na dostanie się do wyższych sfer była śmierć na polu walki z mieczem w dłoni.

Początki starożytności, sięgające około IV tysiąclecia p.n.e., to czas zaistnienia pierwszych wielkich cywilizacji ziemskich, Sumeru i Egiptu, to okres powstania i kształtowania się wielkich patriarchalnych religii politeistycznych, czyli kultów bogów i bogiń, którym przewodził najsilniejszy reprezentant płci męskiej. Ponieważ sprawy po śmierci były wówczas nie mniej ważne od życia doczesnego, w panteonie każdej z wielkich religii starożytności znaleźć można bóstwo (najczęściej był to bóg) odpowiedzialne za świat zmarłych. Przykładem w tym temacie może świecić starożytny Egipt, w którym to państwie sprawy życia pozagrobowego miały większe znaczenie aniżeli życie doczesne, co przejawiało się m.in. poprzez mumifikowanie zwłok, zapewniające zmarłemu, wraz z włożonymi razem z nim do grobu jadłem i kosztownościami, udaną podróż do krainy zmarłych. Kolejnym dowodem wiary w życie pozagrobowe były mity przedstawiające podróż duszy zmarłego w zaświaty i procedurę przyjęcia jej do krainy zmarłych (krainy cieni). W Egipcie rządy sprawował w niej bóg Ozyrys, zwany sędzią zmarłych. Jak podaje starożytna mitologia egipska, sąd nad zmarłym dokonywał się przed Ozyrysem i jego 42. pomocnikami za pomocą wagi. Stojący przy niej bóg śmierci Anubis kładł na jednej szali duszę zmarłego, podczas gdy na drugiej szali leżało pióro prawdy. Sekretarz Ozyrysa, Toth, zapisywał wynik ważenia. Jeżeli okazywał się on dla zmarłego niepomyślny, czyli gdy w jego materialnym życiu przeważały złe uczynki, na nieszczęśnika czekała „pożeraczka zmarłych” – Ammut. Pozytywny wynik ważenia, będący konsekwencją dobrych uczynków, wynikających z czystych myśli i uczuć, oznaczał dla zmarłego wieczne życie, a nawet – według niektórych mitów – zjednoczenie z samym Ozyrysem.

Podobne lub nawet identyczne wierzenia odnajdujemy w innych kulturach starożytnego świata, niezależnie od długości i szerokości geograficznej, m.in. w kulturze starożytnej Grecji uchodzącej za kolebkę zachodniej cywilizacji. Tutaj rządy w krainie cieni sprawował bóg Hades, a całe jego podziemne królestwo podzielone było na miejsca nagrody i kary. Dusze dobrych i sprawiedliwych ludzi, w tym głównie herosów, przebywały na Polach Elizejskich lub na Wyspach Szczęśliwych. Z kolei miejsce dla zbrodniarzy i osób, które przeciwstawiały się boskiej woli, znajdowało się w Tartarze. Był to obszar wiecznej kary, gdzie Syzyf bez przerwy toczył swój kamień, Tantal cierpiał wieczny głód i pragnienie, a Danaidy naczyniami o dziurawych dnach nieustannie napełniały beczki wodą. Wielkie zaś rzesze grzeszników biczowały trzymanymi w rękach wężami straszliwe Erynie.

Za kolejny przykład wiary w życie po śmierci służyć może hinduizm – religia, której korzenie są starsze od judaizmu, a do dziś wyznawana jest przez zdecydowaną większość mieszkańców Indii, Hindusów. Również i w niej dominujące znaczenie ma pojęcie ogólnego bilansu moralnego, który żyjący na Ziemi człowiek tworzy poprzez swoje słowa, myśli, uczucia i uczynki. Sumując się tworzą one swoiste konto moralne duszy (zwane karmanem), rzutujące na jej dalsze wcielenia i żywoty. Jak do tej pory twierdzą wyznawcy hinduizmu, tylko od nas samych zależy, czy nasza dusza zostanie zbawiona, czy też odrodzi się na niższych poziomach, by odpokutować za popełnione przez człowieka złe czyny, będące konsekwencją negatywnych emocji i myśli.

Jednym ze wzorców postępowania, który ukształtował się w starożytności, by zasłużyć na wieczny pobyt wśród bogów, było życie w ascezie, polegające na wyrzeczeniu się wszelkich dóbr doczesnych, przyjemności i rozkoszy związanych z egzystencją w świecie fizycznym. Ten wzorzec bardzo często występował w dalekowschodnich systemach religijno-etycznych, które w różnych odmianach przetrwały do czasów współczesnych. Największe z nich to zaistniała i rozwinięta na terenach Indii joga oraz praktykowany w sąsiednich Chinach taoizm. W jodze za najważniejszą, przetrwałą do dzisiaj zasadę uważa się „nie zabijaj”, a cały ten system nastawiony jest na wznoszenie świadomości ku wysokim poziomom mądrości i miłości. Po licznych wyrzeczeniach, specjalnych ćwiczeniach i okresie zdyscyplinowanego życia adept jogi osiągał szczęśliwość, która wynikała głównie z wolności od niskich, destrukcyjnych emocji i myśli, co też przyczyniało się do ustawicznego tworzenia przez niego dobrych energii, wchodzących w skład jego ogólnego psychoenergetycznego bilansu. Podobny w swoich założeniach do jogi taoizm, realizowany odmiennymi od niej sposobami i metodami, również prowadzi do wyzwolenia się z niższych, emocjonalnych poziomów świadomości wynikających z iluzji i nawyków życia w materialnym świecie. W zamian za praktykowanie taoistycznej ścieżki jej adept, tworząc pozytywny bilans moralny, dostępuje doskonałości prowadzącej do duchowych mocy i nieśmiertelności duszy.

Około VI w. p.n.e. zaczęli pojawiać się na Ziemi Prorocy i Nauczyciele, próbujący swoimi naukami znieść dotychczasowe politeistyczne kulty, w tym również poglądy na kwestię zasługi na miejsce człowieka po jego śmierci. Jednym z pierwszych był Zaratusztra (Zoroaster), pochodzący z Iranu prorok, który w wieku około trzydziestu lat doznał objawienia i postanowił głosić wśród rodaków nową, jak uważał, prawdziwą religię, nota bene religię monoteistyczną, czyli wiarę w jednego Boga. Ponieważ zaś wśród swoich nie znajdował posłuchu, Zaratusztra uciekł z kraju do sąsiedniej Persji, gdzie znalazł opiekę ówczesnego władcy tego państwa i możliwość szerzenia nowej wiary, kultu Ahura Mazdy (Pana Mądrego), stwórcy Nieba, Ziemi i wszystkich żyjących istot. Według irańskiego proroka człowiek po śmierci staje przed boskim sądem, który zważywszy jego myśli, słowa i uczynki dokonane w życiu, a zapisane w nieśmiertelnej duszy (czyli dokona, rozumując współcześnie, moralnego bilansu umysłowych energii), wyda wyrok o dalszym jego losie w życiu pozagrobowym. Dusze ludzi dobrych, a zatem przestrzegających zaratusztrańskiej etyki, w której najwyżej cenione były: prawdomówność, niekrzywdzenie innych, czystość fizyczna i duchowa oraz hojność wobec ubogich, udadzą się do raju, a dusze złych – wtrącone zostaną w mroczną otchłań piekielną.

W tym samym mniej więcej czasie, co irański prorok, żył na terenach współczesnych Indii Budda Gautama. Porzuciwszy książęce przywileje i bogactwo na rzecz ascezy, po siedmiu latach umartwień doznał on w wieku trzydziestu pięciu lat oświecenia, dzięki któremu poznał prawdę związaną z życiową drogą człowieka, drogą uwalniającą od cierpienia, jakie niesie ze sobą życie w materialnym świecie. By zlikwidować wszechobecne w trakcie ludzkiej egzystencji cierpienie, Budda nauczał Drogi Środka, zwanej też „Ośmioraką Ścieżką”, preferującą umiarkowany i świadomy tryb życia. Składa się na nią osiem następujących elementów: trzeźwe postrzeganie świata, uczciwe postępowanie, prawe życie, należyta mowa, dobre uczynki, czyste myśli, słuszne dążenia i należyta medytacja. Zasługą za życie według „Ośmiorakiej Ścieżki” jest nirwana, czyli wygaśnięcie wszelkiego cierpienia związanego z egzystencją, zarówno w świecie fizycznym, jak i w zaświatach. Kwintesencję swoich nauk zawarł Budda w następującym zdaniu: „Bądź dobry i czyń dobrze, a zaprowadzi cię to do wolności, która naprawdę istnieje”.

Około 500 lat po Buddzie pojawił się w Galilei inny Nauczyciel Ludzkości, Jezus Chrystus. Nauczał on o dobrym Bogu i Królestwie Niebieskim, do którego wstęp mają wszyscy dobrzy i sprawiedliwi. Piewca wszechmiłości, za najważniejszą zasadę uważał umiłowanie bliźniego jak siebie samego. Miłość, według nauk Chrystusa, jest bramą wiodącą do Boga, zatem by znaleźć się w Jego Królestwie należy ukochać wszystkich, nawet swoich wrogów. Chcąc zatem osiągnąć zbawienie swojej duszy i zasłużyć na życie wieczne, człowiek winien porzucić nienawiść, agresję, zawiść, zazdrość, pożądanie i inne negatywne emocje na rzecz miłości. (Nauki Chrystusa są kolejnym przykładem potrzeby budowania pozytywnego bilansu moralnego).

Z kolei w 600 lat po Chrystusie, niedaleko jego miejsca narodzin i działalności, na ziemiach Arabów nauczał prorok Mahomet (właściwie Muhammad), którego nauki zawarte zostały w świętej księdze islamu – Koranie. W kwestii zasługi na życie wieczne nauki arabskiego Proroka w zasadzie niczym nie różniły się od poprzedników: w dniu Sądu Ostatecznego wszyscy zmarli zmartwychwstaną, zostaną zważeni i posłani, w zależności od wskazań na „moralnej wadze”, na całą wieczność do nieba lub do piekła. Aby stanąć przed „niebiańskimi wrotami” Koran zaleca życie pobożne (codzienne modlitwy, rytualny post, pielgrzymki do Mekki), jak również prawdomówność, hojność poprzez codzienną jałmużnę oraz dbałość o rodzinę.

Z powyższego tekstu jasno wynika, że od początku istnienia ludzkiej cywilizacji człowiek był inspirowany – bądź to przez kulty, bądź przez Nauczycieli i duchowych Mistrzów – do pracy nad sobą, do pracy nad ujarzmianiem swoich negatywnych emocji, myśli i czynów na rzecz emocji i myśli pozytywnych oraz uczuć wyższych, prowadzących do dobrych uczynków. Podstawową i najważniejszą, wręcz jedyną inspiracją do budowania przez człowieka pozytywnego bilansu moralnego, była obietnica zbawienia jego duszy i życia wiecznego. Obecnie, w okresie upadku wszelkich autorytetów, w tym moralnych i religijnych, mało kto mówi, aby być po prostu dobrym człowiekiem, mało kogo już inspiruje perspektywa zbawienia i życia wiecznego za dobre uczynki, myśli, słowa i uczucia, za godne życie. Ortodoksi islamscy, biorąc niejako odwet za krwawą przeszłość, jaka miała miejsce w czasie chrześcijańskich krucjat, nawołują do samobójczych zamachów, dzięki którym, według nich, ochotnik – samobójca, po zebraniu krwawego żniwa, ma zapewnione życie wieczne w raju wśród pięknych, czarnookich dziewic. Muzułmańscy fundamentaliści zieją nienawiścią do wszelkich religii (według nich wszyscy poza islamem są niewiernymi), zabijając się również nawzajem, nawet w swoich świątyniach, jak to czynią sunnici i szyici.

Wyznawcy judaizmu, podobnie jak hinduizmu, nienawidzą mahometan, nie darząc przy tym również specjalnym uwielbieniem chrześcijan. Oni z kolei, przez wieki indoktrynowani podstawową ideą Kościoła rzymskokatolickiego głoszącą, że Chrystus przez swoją śmierć na krzyżu zbawił całą ludzkość, niewiele starając się o dobro ogółu zajmują się zwalczaniem odmiennych od katolicyzmu poglądów (a czynią to od dobrych 1700 lat), tworząc przy tym i wyzwalając u innych codziennie olbrzymie ilości negatywnych emocji.

Wśród samych chrześcijan, podobnie jak wśród mahometan, nadal panuje wielowiekowa niezgoda, zwłaszcza pomiędzy katolikami a protestantami. Jak świat długi i szeroki wszędzie odnotowuje się obecnie konflikty na tle religijnym, pomimo że wszyscy wyznawcy współczesnych patriarchalnych religii monoteistycznych powołują się na słowa Nauczycieli i Proroków o czynieniu dobra oraz deklarują wiarę w jednego Boga. (Niepomni również na piękną mądrość: „Nieważne, jakie poglądy czy religię wyznajesz, ważne, jakim jesteś człowiekiem”).

Jeżeli do konfliktów religijnych dorzucimy liczne na naszym globie konflikty polityczne (m.in. o zasoby naturalne) i etniczne, a także, jakże częste spory rodzinne i inne międzyludzkie, możemy stwierdzić, że codziennie nasz świat otrzymuje olbrzymią dawkę ludzkich negatywnych energii psychicznych (podobnie jak codziennie Ziemia przyjmuje od ludzkiej społeczności olbrzymie ilości zanieczyszczeń i śmieci), która przyczynia się do niekorzystnego dla niego bilansu psychoenergetycznego, co m.in. uwidacznia się w kondycji naszej planety i żyjących na niej istot, w tym przede wszystkim samych ludzi. (W tym momencie przychodzi na myśl stwierdzenie pewnego mędrca: „Ludzie szturmują wrota piekieł, choć bramy niebios stoją otworem”. Z kolei moja własna sentencja brzmi: Ludzie boją się chorób i śmierci, ale czynią wiele, by chorować i przedwcześnie odchodzić z tego świata).

Wyjaśnijmy zatem pokrótce istotę i przyjrzyjmy się bliżej zagadnieniom bilansu umysłowych energii oraz jego konsekwencjom w zależności od tego, czy jest dodatni czy też ujemny. Wydaje się, że temat ten jest obecnie bardzo na czasie, bowiem ludzka społeczność – jako ogół – w swoim pędzie ku materialnym dobrom i zapamiętaniu w sporach o rację, zatraciła sedno tego, co jest istotą ludzkiej egzystencji, a na co wskazywały nauki Nauczycieli i Proroków. Bo chociaż wielu z tej społeczności zna owe nauki i wie, że należy być dobrym i czynić dobro, co przynosi pozytywne efekty, chociażby w kwestii zbawienia, współczesna drapieżna cywilizacja naukowo-techniczna (zwana tez odhumanizowaną) poprzez swoje wymogi i wytwory zabija w człowieku to, co najistotniejsze – zabija wyższe uczucia i wiele cennej energii potrzebnej do czynienia dobra. Współczesna cywilizacja jest też zresztą konsekwencją takiego, a nie innego ludzkiego bilansu psychoenergetycznego, bilansu ujemnego, powstałego w wyniku przewagi egoizmu i egocentryzmu popartego inteligencją nad altruizmem i uczuciowością, a zatem powstałą w wyniku braku harmonii pomiędzy inteligencją a uczuciowością. (W tym miejscu nasuwa się kolejny mądry cytat: „Historia ludzkości to historia walki altruizmu z egoizmem”).

Wyjaśniając istotę bilansu umysłowych energii, który budują ludzkie emocje, uczucia wyższe, myśli, słowa i działania, należy wyjść z informacją o tym, że jesteśmy jako ludzie istotami energetycznymi, otoczonymi światem wypełnionym i, co ważne, powiązanym ze sobą nawzajem różnymi energiami. Już starożytni mędrcy, zwłaszcza doświadczający różnych stanów, zwanych paranormalnymi mistycy, mistrzowie jogi i taoizmu, asceci i święci, mówili o naszym świecie jako wypełnionym energiami na różnym poziomie rozwoju, nazywając też materię (ciała fizyczne) „grubą” lub gęstą energią. Współczesna nauka, poczynając od Einsteina, w pełni potwierdza słuszność mistycznych doświadczeń starożytnych oraz późniejszych myślicieli - mistyków w tej kwestii. Wpierw fizyka kwantowa, a następnie – osadzona na jej fundamentach bioelektronika, rozbiły stare, „twarde” pojęcia o Wszechświecie i świecie materialnym, głosząc m.in., iż stała jest tylko przemiana, a zatem zmiana jednej energii w inną. Nowoczesne metody obliczeniowe oraz zdjęcia różnych rejonów Wszechświata potwierdzają słowa duchowych mistrzów o tym, że jest on raczej piękną, ściśle powiązaną z różnymi jego elementami kompozycją, aniżeli tylko genialnie skonstruowaną machiną. Podobnie rzecz ma się w badaniach nad ludzką istotą, które dowiodły z kolei, że jej fizyczna i biologiczna strona podlega psychice, a materialne ciało jest „glebą” odżywiającą umysł, posiadający zdolność ustawicznego rozwoju. Człowiek, w świetle nowoczesnej nauki, jawi się zatem jako istota psychoenergetycznobiologiczna, przyjmująca, tworząca i emitująca różne, w zależności od stanu psychiki, energetyczne informacje. (Jednym z naukowych dowodów na to są tzw. zdjęcia kirlianowskie, ukazujące kolorową poświatę – aurę – wokół ludzi, różną, w zależności od generowanych w danym momencie przez badanego człowieka emocji i myśli, jak również wokół jakiegokolwiek ciała fizycznego, np. liścia, monety).

Skoro zatem człowiek jest istotą bardziej psychoenergetyczną aniżeli biologiczną, emanuje i tworzy oraz odbiera energie pod różnymi postaciami, i to zarówno energie pochodzące ze źródeł sztucznych, tworów ludzkiej pracy np. mebli, budynków, jak i od żywych organizmów. („Życie sięga poza fizyczne granice samego organizmu, ma wymiar nieskończoności w czasie i przestrzeni. Poszczególne organizmy wpływają na siebie falami bioelektromagnetycznymi, zaś rolę odbiorników i nadajników tych fal spełniają nasza świadomość i podświadomość. Między żywymi organizmami istnieje <<żywa linia>> elektromagnetycznej komunikacji. Organizmy stykają się swoimi polami biologicznymi nawet na dużych odległościach, przenikają się wzajemnie, oddziałują na siebie” – cytat z książki ks. prof. Włodzimierza Sedlaka pt. „Homo elektronicus”).

Słowa, myśli, jakiekolwiek emocje i uczucia wyższe, jak również wynikające z nich ludzkie działania (czyny, uczynki) posiadają też swoją indywidualną, energetyczną wartość, czyli siłę, moc. Owa wartość zależna jest od stopnia ewolucyjnego rozwoju umysłu danej jednostki, od poziomu świadomości, jaki ona reprezentuje. (Najwyższą moc posiadają umysły Nauczycieli Ludzkości i duchowych Mistrzów, zdolne do manifestacji stanów i zjawisk zwanych paranormalnymi lub mistycznymi).

Oprócz siły ludzkich energii dostrzec można ich polaryzację dodatnią lub ujemną, a mówiąc potocznie – to, czy są one pozytywne (dodatnie, przynoszące dobre rezultaty), czy też negatywne, a zatem przeciwne do pozytywnych. Najczęściej nieświadomemu tworzeniu tych pierwszych sprzyjają satysfakcjonujące, radosne czynniki zewnętrzne, tj. napływ dóbr materialnych, sukcesy w życiu i w pracy, udane związki międzyludzkie itp. Na kreację zaś umysłowych energii negatywnych mają wpływ zarówno czynniki zewnętrzne, np. brak materialnego komfortu czy satysfakcjonującego pożycia, jak i wewnętrzne, np. ból, złe samopoczucie.

Współczesna nauka dowiodła, dzięki nowoczesnej aparaturze i metodom badawczym, że istnieje wpływ emocji i myśli na zdrowie człowieka, o czym wiedzieli już starożytni, m.in. Hipokrates, którego słowa przysięgi składają dziś „świeżo upieczeni” adepci wyższych szkół medycznych na świecie, twierdził, że złość szkodzi wątrobie, lęki i strach – nerkom, smutek i przygnębienie – płucom, a przejmowanie się, zawiść i zazdrość sercu. Współcześnie ukazały się, i nadal są publikowane, liczne opracowania wskazujące na destrukcyjny wpływ negatywnych emocji i myśli oraz wynikających z nich negatywnych działań (np. złego odżywiania się) na sferę zdrowia oraz na dodatni wpływ pozytywnych uczuć i optymistycznego myślenia nie tylko na tę sferę życiową, ale również na inne sfery, jak prosperowanie i odnoszenie sukcesów życiowych.

Światowy bestseller amerykańskiej terapeutki Rhondy Byrne zatytułowany „Sekret” jest jednym z wielu poradników, które w niekwestionowany sposób przekonują czytelnika o korzyściach wynikających z pracy nad odchodzeniem od destrukcyjnych energii umysłu na rzecz świadomego kreowania energii pozytywnych, przynoszących pożądane zmiany w zdrowiu, prosperowaniu, zmiany na lepsze międzyludzkich relacji, jak również sprzyjających sukcesom w życiu zawodowym i osobistym. (Tytułowy sekret to nic innego, jak jeszcze do niedawna strzeżona przez osoby z wąskiego kręgu wtajemniczonych, a odkryta już przez starożytnych, tajemnica związana ze świadomym tworzeniem pozytywnych energii umysłu w celu osiągnięcia pożądanego efektu życiowego. Z bilansem psychicznych energii jest zatem podobnie jak z bilansem materialnym: im więcej dóbr materialnych i pieniędzy człowiek potrafił zgromadzić, tym bardziej może realizować swoje plany i marzenia lub zaspokajać i spełniać – w akcie dobrej woli, w akcie obdarowywania – potrzeby i pragnienia innych).

Obecnie coraz częściej dostrzega się, że bilans umysłowych energii ma dominujący wpływ na życie doczesne człowieka oraz całych społeczności. W dobie współczesnej zatem, inspiracją do budowy pozytywnego, czyli dodatniego bilansu moralnego, jest już nie tyle sprawa zbawienia swojej duszy, ile kwestia zdrowia, międzyludzkich relacji, międzynarodowych stosunków, prosperowania i odnoszenia sukcesów w każdej dziedzinie życia. Ze względu zaś na zalewające codziennie naszą planetę olbrzymie ilości negatywnej energii, w tym również wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia, które mają destrukcyjny wpływ na kondycję Ziemi – Matki i wszystkich żyjących na niej istot, istnieje obecnie wielka potrzeba, aby każdy dorosły człowiek ujął życie w „swoje ręce” i zaczął nad sobą świadomie pracować, by tworzyć zbawczy dla siebie i naszego świata dodatni bilans psychiczny. Celem tejże pracy winno być odejście od starych, negatywnych psychoenergetycznych wzorców i postaw, w których dominuje brak tolerancji, agresja, nienawiść, zazdrość, obwinianie, narzekanie i lękanie się na rzecz budowania osobowości bardziej pozytywnych, otwartych, życzliwych, śmiałych, słowem – zdrowszych psychicznie. To przede wszystkim ludzie zdrowi, spełniający się i szczęśliwi obdarowują Ziemię dobrą energią czyniąc naszą planetę lepszym światem, natomiast ludzie chorzy (często na „własne życzenie”), agresywni, przygnębieni, roszczeniowi czy nienawidzący przyczyniają się do budowy negatywnego bilansu psychicznego, „okradając” tym samym nasz świat z energii dobroczynnej, stanowiącej fundament pod ogólnoświatowy pokój.

Jak zatem świadomie pracować, by odchodzić od destrukcyjnych energii umysłu i budować ich dobroczynny dla siebie i dla świata kapitał? Można w tym miejscu posłużyć się porównaniem zaczerpniętym z codziennego życia: jeżeli kogokolwiek boli głowa, świadomie, czyli rozmyślnie, zażywa środki przeciwbólowe. Podobnie, chociaż o wiele trudniej, ma się sprawa ze świadomym porzucaniem destrukcyjnych emocji i myśli, a pierwszym krokiem w tym kierunku winno być przyłapywanie siebie samego na ich generowaniu i próbach zastępowania ich lub likwidowania pozytywnymi energiami.

Jedną ze świadomych metod tworzenia pozytywnych energii umysłu, a zatem sprzyjającą budowaniu dodatniego bilansu psychoenergetycznego, jest medytacja. Istnieje wiele jej odmian, ale wszystkie one sprowadzają się, poprzez przerzucenie uwagi na słowo, punkt lub śledzenie oddechu, do wyciszenia strumienia myśli i emocji przepływających przez umysł w trakcie codziennego życia. Namacalnych dowodów na dobroczynny wpływ medytacji na samopoczucie, zdrowie, spokój i wygląd człowieka dostarczają długowieczni adepci jogi oraz taoizmu, jak również współczesne badania naukowe. Jej elementy odnaleźć można w terapiach różnych uzależnień, a także w leczeniu nowotworów, szczególnie w metodzie amerykańskiego onkologa Carla Simontona, jednego z twórców psychoonkologii. Najbardziej zaś spektakularnych dowodów na pozytywne oddziaływanie dobroczynnych energii umysłu, tworzonych podczas medytacji, na różne sfery życia, dostarczyło doświadczenie, którego końcowy rezultat nazwano „efektem Maharishiego”. (Maharishi Mohesh Baba, zmarły w 2009 roku w wieku 90-ciu lat hinduski jogin, a zarazem matematyk po Uniwersytecie w Indiach, twórca medytacji transcendentalnej, twierdzący, że gdyby tylko jeden procent ogółu ludzkości medytowało, wówczas na świecie zapanowałby pokój). Oto, co na temat tego efektu można wyczytać w Internecie: „W 1974 roku zaobserwowano w wielu miastach USA, że osiągnięty w medytacji stan wyciszenia u pewnej liczby ludzi udziela się innym członkom grupy; (…) nazwano to <<efektem Maharishiego>>. W 1978 roku naukowcy współpracujący z Maharishim postanowili pójść dalej i sprawdzić, czy zjawisko koherencji fal (spójności fal – wyjaśnienie własne), znane w laserze, występuje w działaniu fal mózgowych, i czy efekt medytacji grupy da wynik spotęgowany do kwadratu. Udało się zebrać 300 osób, które wspólnie medytowały przez 3 miesiące w najmniejszym stanie USA. Statystyczne obserwacje wykazały, że wśród miliona mieszkańców Rhode Island o połowę zmniejszyła się ilość samobójstw, wypadków drogowych i ciężkich przestępstw. Służba zdrowia miała mniej pracy, a nawet zmalała liczba zgonów”. W oparciu o uzyskane podczas medytacji rezultaty powstało na świecie wiele grup medytacyjnych, które wykorzystując dobroczynne energie wytworzone w trakcie jej praktykowania, przyczyniają się do budowy pozytywnego bilansu dla poprawy warunków na naszym świecie, m.in. likwidując zanieczyszczenia naturalnego środowiska Ziemi – Matki.

W tym miejscu warto też zacytować wypowiedź prof. Richarda Davidsona, neurologa z Uniwersytetu Wisconsin, który przez kilka lat przeprowadzał badania nad medytacją we współpracy z tybetańskimi mnichami: „Wystarczyłoby, byśmy kilka minut dziennie poświęcili na medytację i skupienie oraz na to, by życzyć sobie i innym szczęścia. Nie chodzi nawet o modlitwę, ale o konkretne ćwiczenia duchowe. Nie zajmie nam to zbyt wiele czasu, choć im więcej go poświęcimy, tym lepsze osiągniemy rezultaty. Praktyka medytacji uaktywnia te sfery mózgu, które odpowiadają za pozytywne emocje, jak współczucie, altruizm czy szczęśliwość”. Potwierdzeniem rezultatów badań nad medytacją uzyskanych przez zespół prof. Davidsona są badania dr Sary Lazar z Harwardzkiej Szkoły Medycznej. Posługując się techniką rezonansu magnetycznego udowodniła ona, że pod wpływem codziennych ćwiczeń medytacyjnych powiększa swoją grubość kora mózgowa, czyli ta część mózgu odpowiedzialna za wyższe procesy psychiczne, jak pozytywne emocje, uczucia wyższe, poczucie szczęścia.

Jak ujawnia bogata w konflikty historia ludzkości, w którą obecna społeczność ma coraz to większy wgląd, wobec czego winna wyciągać coraz dojrzalsze wnioski, stroną, dla której z reguły źle kończy się konflikt jest ta wywołująca go, podjudzająca do jego dalszej eskalacji i bardziej agresywna, obnażająca zatem swój prymitywizm (obnażająca swoje „pazury i kły”), a tym samym brak woli pokojowego rozwiązania konfliktu, rozwiązania stojącego na szczeblach umysłowego rozwoju wyżej od agresywnego. Taka postawa jest przeciwstawna ewolucyjnym prawom rozwoju „w górę” ku Światłu i oświeceniu, i jako niezgodna z nimi, dzięki istniejącym w Absolucie „mechanizmom”, prędzej lub później musi zniknąć. (,,Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.” albo mówiąc inaczej ,,Kto wzbudza wiatr, dostaję wichurę. Kto tworzy chmury, dostaje burzę.”)

Kończąc chciałbym nadmienić, że negatywne energie tworzone przez niezgodne sprawami rozwoju postawy i działania, nie mogą gromadzić się w nieskończoność. Podobnie wrzód na ciele nie może wiecznie rosnąć i w końcu pęka lub choroba kończąca się śmiercią lub powrotem do zdrowia, tak i negatywny bilans energetyczny człowieka, grupy, państwa lub ludzkości, prędzej lub później musi ulec przemianie, przynieść konsekwencje pod postacią zgonu, konfliktu, wojny i unicestwienia.

Czy nie warto zatem, będąc w posiadaniu wiedzy o sprawczym działaniu umysłowych energii oraz dysponując „narzędziami” potrzebnymi do kształtowania swojego życia dzięki wykorzystaniu ich mocy, świadomie doskonalić się w kierunku tworzenia dodatniego bilansu psychoenergetycznego? Czyż nie czas już na zmianę w mentalności ludzi, m.in. Polaków, by jako ludzka społeczność, od zarania cywilizacji doświadczona niezliczoną ilością konfliktów, wojen, tragedii, katastrof i ogromem cierpienia, porzucić atawistyczne (prostackie) negatywy na rzecz budujących pokój pozytywów?

Z życzeniami pomyślności w tworzeniu dodatniego psychoenergetycznego bilansu podczas trudów każdego dnia.

Bogdan Trawkowski