RELAKS UMYSŁU I MEDYTACJA

,,Starzy są tylko ci, którzy przestali patrzeć, interesować się. Pozostaniesz młody tak długo, jak długo twoja ciekawość będzie podobna do żywego płomienia.”

„Siła życia” – M. Gray

Jedną z najwspanialszych i najbardziej efektywnych metod poszerzania świadomości, tworzenia dodatniego psychoenergetycznego bilansu, odreagowywania i opanowywania emocji oraz budowy siły ducha jest umysłowy relaks, a w szczególności jego dobroczynna odmiana – medytacja.

Relaks, to umysłowy wypoczynek charakteryzujący się świadomym przerzuceniem uwagi z jednej, najczęściej długotrwale obciążającej niektóre obszary mózgu formy aktywności umysłu, np.: nauki języka obcego, pracy przy komputerze, pisaniu książki, na inną, pobudzającą odmienne obszary mózgu formę np.: słuchanie ulubionej muzyki, podziwianie piękna przyrody, rekreację ruchową. Dzięki tej umiejętności następuje odpoczynek nadmiernie eksploatowanych ośrodków mózgowia i regeneracja utraconej w trakcie długotrwałej pracy lub intensywnego wysiłku energii. Medytacja natomiast jest odmianą relaksu, jak również formą wglądu w energetyczne obszary poszerzonej świadomości, sprowadzającą się do wyciszenia, a nawet zlikwidowania, związanego z codziennymi życiowymi sprawami, sytuacjami i problemami, „strumienia” myśli i wyobrażeń oraz do koncentracji uwagi na świadomie wywoływanych lub spontanicznie napływających wizjach.

Pozytywne, udokumentowane naukowymi badaniami (m.in. przez R.K. Wallace’a i H. Bensona z Uniwersytetu Harwardzkiego, a opublikowane w 1972 roku w „Scientific American” w artykule pt. „Fizjologia medytacji”) efekty umysłowego relaksu i medytacji to:

  • uzyskanie umiejętności przerzucania uwagi, koncentracji oraz utrzymywania umysłu w stanie wyciszenia, bez wywołujących napięcia i psychiczne zmęczenie negatywnych emocji i myśli;
  • osiąganie regenerującego psychikę i ciało stanu umysłu z przewagą cykli Alfa i Theta (występujących również w czasie snu);
  • odnotowano m.in. znaczny spadek zakwaszenia organizmu oraz szybki przyrost siły;
  • likwidowanie psychosomatycznych napięć i zbędnych umysłowych blokad;
  • pobudzenie obszarów mózgu mało lub w ogóle nie eksploatowanych przez ludzi „pochłoniętych” w codziennym życiu materialnymi czynnościami;
  • kształtowanie umiejętności i siły wyobraźni (tzw. wizualizacji) oraz intuicyjności, co przyczynia się do harmonijnego rozwoju umysłu;
  • zsynchronizowanie pracy obydwu półkul mózgowych, co przy dużych we współczesnym świecie obciążeniach jednej, analityczno–materialnej półkuli jest nieodzowne dla dobrego samopoczucia, zdrowia i harmonijnego psychofizycznego rozwoju;
  • otwarcie akupunktów i czakr oraz udrożnienie energetycznych kanałów (tzw. meridianów), a przez to zwiększenie obronnej siły ludzkiej aury (biopola) oraz ilości, gromadzonej w wyniku pracy otwartego umysłu, bioenergii – tworzenie przyjaznego dla jednostki i dla świata
    dodatniego psychoenergetycznego bilansu.

Umysłowy relaks i medytacja odgrywają istotną rolę w harmonizacji życia oraz w procesie umysłowej transformacji, zwłaszcza w części odreagowywania, opanowywania i otwarcia. Zrelaksowany i rozluźniony umysł w trakcie i po tych praktykach napełnia się subtelnymi energiami wyższych poziomów świadomości, dzięki czemu człowiek uzyskuje większe poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny spokój, przyczyniający się do likwidowania nadmiaru negatywnych emocji i ich konsekwencji.

Nadrzędnym celem relaksacyjnych ćwiczeń i medytacyjnych seansów jest uzyskanie umysłu medytującego, czyli stanu psychicznego wyciszenia i spokoju z przewagą rytmu alfa, który dominowałby w każdej sytuacji i w każdej chwili. Dzięki umysłowi wolnemu od negatywów ego, człowiek dostrzega rozwiązanie trudnych problemów osobistych i ogólnospołecznych. Rytm alfa i związane z nim wyciszenie, uspokojenie umysłu, a także, w oparciu o ten spokój większe możliwości rozwiązywania ogólnoludzkich problemów, przyczyniają się do likwidacji powstałego pod wpływem nadmiernie rozwiniętego ego chaosu, do porządkowania, harmonizowania, a co za tym idzie, większego ładu na naszym świecie. Proces ten z kolei przynosi zmniejszenie liczby wypadków, samobójstw, przestępstw i niepotrzebnych zgonów, a nawet żywiołowych katastrof i zbrojnych konfliktów (tzw. „efekt Maharishiego”). Temu właśnie mają służyć te wysoce pożyteczne praktyki, których w żadnej mierze nie można traktować jako kolejnego nałogu.

RELAKS UMYSŁU - ćwiczenie

Proponuję naukę łatwej i prostej formy relaksu umysłu, której opanowanie przyniesie, oprócz wymienionych powyżej korzyści, również satysfakcję i pogodę ducha. Wystarczy zaplanować 15-20 minut czasu na praktykę. Usiądź w dowolnie wybranym miejscu na kanapie lub fotelu (może być pozycja półleżąca) tak, by głowa wygodnie spoczywała na oparciu. Połącz stopy, by dotykały się wewnętrznymi krawędziami, rozchyl kolana, a dłonie połóż na udach w pobliżu pachwin. Po przyjęciu tej, jakże wygodnej pozycji, zacznij programować relaks od następujących słów:

„Wchodzę w relaks, jestem bezpieczny i spokojny. 

Ignoruję wszelkie napływające do mnie negatywne, nieprzyjemne myśli i obrazy. 

Skupiam się na oddechu i rozluźnieniu całego ciała. Interesuje mnie tylko oddech i rozluźnienie ciała.”

Następnie przerzuć uwagę na normalne i spokojne oddychanie, które możesz dla osiągnięcia silniejszego odprężenia, skojarzyć z odgłosem morskich fal – wdech to cofanie się fali, a wydech – wyrzucenie jej na brzeg. Po kilku lub kilkunastu wprowadzających w relaks oddechach wypowiedz dalsze, programujące Twój stan słowa: „rozluźniam swoje stopy” i przerzuć uwagę na te części ciała. Pooddychaj chwilę spokojnie, a następnie wypowiedz te same słowa na rozluźnienie podudzia (łydek). Po kilku oddechach powtórz tę procedurę kolejno dla ud, pośladków i bioder, podbrzusza, brzucha, klatki piersiowej, barków i ramion, pleców, karku i szyi, twarzy i całej głowy. Na zakończenie rozluźniania wypowiedz: „jestem całkowicie rozluźniony, trwam w tym cudownym stanie jeszcze kilkanaście oddechów”. Skup się ponownie na spokojnych oddechach ignorując, nie dając się emocjonalnie „wciągnąć” w negatywne myśli i obrazy. (W tym przypadku chodzi o to, aby bezemocjonalnie przyglądać się napływającym myślom i wyobrażeniom). Gdy uznasz, że jesteś dostatecznie zrelaksowany, wypowiedz słowa: „wychodzę powoli z relaksu, otwieram powoli oczy, czuję się wypoczęty i odświeżony”. Po otwarciu oczu posiedź jeszcze chwilę i ze słowami: „zapamiętuję ten błogi stan odprężenia i rozluźnienia – towarzyszy mi on w każdej sytuacji, niezależnie od tego, gdzie jestem i co robię”. Delektuj się wykonanym ćwiczeniem i jego pozytywnymi efektami.

Odczuwalnym rezultatem prawidłowo wykonanego relaksu jest ciepło stóp i rąk, ale jeżeli tego początkowo nie osiągnąłeś, nie martw się i nie zrażaj. Początki są zazwyczaj trudne i tylko systematyczne ćwiczenie uczyni Ciebie mistrzem. Chcąc zatem osiągnąć namacalne dowody na skuteczność umysłowego relaksu w każdym miejscu, o każdej porze dnia, niezależnie od zewnętrznych warunków i wykonywanych czynności, powinieneś praktykować jego ćwiczenie co najmniej dwa do czterech razy w ciągu dnia, wykorzystując na to każdą nadarzającą się chwilę, w tym również – spacer. Oczywiście w jego trakcie rozluźniasz te mięśnie, które nie są zaangażowane w czynność chodzenia, przede wszystkim mięśnie twarzy, karku, klatki piersiowej, barków i ramion. Obok wsłuchiwania się we własny oddech, możesz przerzucać uwagę na słuchanie wiatru lub śpiewu ptaków. (Przypominają mi się w tym momencie słowa piosenki „To Ziemia” śpiewanej przez Stana Borysa, brzmiące: „Nie zginiesz w tłumie, póki jeszcze umiesz przystanąć, gdy zaśpiewa ptak”).

Po pewnym, indywidualnie różnym dla każdego czasie, w trakcie relaksu mogą pojawić się, obok ciepła, piękne, świadczące o wewnętrznym oczyszczeniu wizje (np.: kolorowe krajobrazy), wypełniające ciało białe światło oraz, odczuwalna z położonych powyżej czakry seksu energetycznych ośrodków (np.: z okolic pępka lub splotu słonecznego), błogość. Efekty te są świadectwem, że zdobyłeś pierwsze życiowe diamenty. I co najważniejsze, jeżeli będziesz je pielęgnował, będą one Tobie towarzyszyć i wspomagać w każdej chwili, w każdej sytuacji. Zapamiętaj, gdy nie możesz zasnąć, jesteś zestresowany lub po prostu zmęczony, zamiast wielu tabletek – jedna porcja relaksu.

Jeśli wyżej opisany relaks nie sprawia Ci większych trudności, możesz poszerzyć go o zatrzymanie oddechu i koncentrację na energetycznych punktach, zwanych czakrami. Wstrzymanie oddechu, chociaż na 2-3 sekundy, ma kapitalne znaczenie dla zdrowia i przyczynia się do zlikwidowania wielu dolegliwości, w tym m.in. nerwicy i arytmii serca. Polecał je znany jasnowidz i naturoterapeuta, ksiądz Andrzej Klimuszko. W trakcie zatrzymania powietrza w płucach występuje zjawisko kumulacji życiowej energii i nasycenia nią, w tym również tlenem, schorowanych narządów. Ćwiczenie z wstrzymaniem oddychania należy włączyć do relaksu po kilku lub kilkunastu wstępnych oddechach oraz w trakcie wykonywania rozluźnienia. Dzięki niemu łatwiej i szybciej można uzyskać efekt ciepła, pięknych wizji, a nawet wewnętrznego światła i błogości.

Gdy zatrzymywanie oddechu nie sprawia już żadnych trudności, wykonuj je zaraz po rozluźnieniu wraz z koncentracją na punkcie umiejscowionym ok. 2-3 centymetrów pod pępkiem. Koncentrację tę należy wykonywać przez około 5 minut. Wskazane jest jej ćwiczenie również w trakcie spacerowania i wykonywania lekkich, codziennych czynności. Po pewnym, indywidualnie różnym czasie, pojawi się w miejscu pod pępkiem uczucie ciepła, a bardziej zaawansowani w ćwiczeniu dostrzegą okiem wyobraźni „rozpalone” tam światło. Efekty te są oznaką, iż nastąpiło oczyszczenie pewnych obszarów podświadomości i należy skierować koncentrację na wyżej umiejscowioną, związaną ze splotem słonecznym i wyższymi poziomami mózgowia czakrę. Koncentrację na niej, w miejscu położonym w górnej części brzucha, tuż pod wyrostkiem mieczykowatym mostka, należy ćwiczyć po krótkim pobudzeniu poprzedniej czakry. W dalszej pracy nad swoim „wnętrzem” polecam koncentrację na czakrze woli, umiejscowionej mniej więcej pośrodku szyi. Relaksacja i medytacja, jak już pisałem, uspokajają umysł i „doładowują” człowieka pozytywną energią.

Na początku drogi doskonalenia się i wspinaczki na wyższe poziomy świadomości praktykujący, jako bardziej energetyczni, są też często bardziej ożywieni, a niekiedy wręcz pobudzeni. W niekontrolowany sposób tracą przez to wiele cennej energii na nie zawsze właściwą działalność. Dlatego też wskazane jest częste ćwiczenie opanowywania i uspokajania umysłu m. in. poprzez zwracanie uwagi, czyli uświadamianie sobie swoich stanów pobudzenia oraz strat energii w trakcie wykonywania różnych działań. Wspaniałą praktyką uspokajającą jest przerzucanie uwagi, podczas wykonywania różnych, nieskomplikowanych czynności, na rozluźnienie i właściwą pozycję ciała oraz słuchanie swojego oddechu, np. podczas pracy na komputerze lub w trakcie sprzątania przy pomocy odkurzacza. W praktyce tej chodzi głównie o to, aby nabyć umiejętności przerzucania uwagi i likwidowania strumienia niepotrzebnych, najczęściej negatywnych, „spalających” cenną energię myśli oraz bycia bardziej rozluźnionym w różnych, zwłaszcza stresujących sytuacjach, co przyczynia się do usunięcia niepotrzebnych napięć mięśniowych i uzyskania lepszego ukrwienia oraz dotlenienia całego organizmu. Ten sposób ćwiczenia przerzucania uwagi czyni człowieka bardziej świadomym swojego ciała i każdej chwili oraz prowadzi do osiągnięcia umysłu medytującego, zachowując dzięki niemu życiową, poprawiającą zdrowie i samopoczucie energię.

W tym miejscu mała uwaga. Otóż przestrzegam przed niecierpliwością związaną z osiąganiem wymienionych powyżej efektów relaksu. Gdy wiele lat temu zacząłem ćwiczyć umiejętność relaksacji, jedynym wówczas celem, jaki mi przyświecał w trakcie tejże praktyki, było uzyskanie głębokiego spokoju i rozluźnienia ciała w każdej sytuacji. Nie tylko, że nie oczekiwałem pojawienia się wewnętrznego ciepła, światła, czy też błogości, ale w ogóle nie wiedziałem o istnieniu tych pięknych efektów. Oczekiwanie ich, zwłaszcza niecierpliwe, przyczynia się do powstawania wewnętrznych napięć, które z kolei utrudniają osiągnięcie prawidłowego rozluźnienia ciała, warunkującego odniesienie sukcesu. Pozostaje systematyczne ćwiczenie relaksu, o różnych porach dnia i w różnych warunkach, a efekty, w zależności od indywidualnych predyspozycji, wcześniej lub później zaczną pojawiać się same.

NAUKA NA TEMAT MEDYTACJI

Ważne wiadomości naukowe na temat praktykowania medytacji: „Badania mózgu dostarczają dowodów na coś, o czym osoby praktykujące medytacje wiedzą od lat. Dyscyplina umysłu i medytacje zmieniają pracę mózgu i pozwalają ludziom na uzyskanie wyższego poziomu świadomości… Otóż, w czasie kilku minionych lat naukowcy z Uniwersytetu Wisconsin we współpracy z tybetańskimi mnichami przetłumaczyli te doznania (uzyskane w trakcie medytacji – przyp. B.T.) na naukowy język fal gamma wysokiej częstotliwości oraz mózgowej synchronii. Ustalili, że u osób od dłuższego czasu uprawiających medytację następuje przyrost aktywacji mózgu w skali nigdy przedtem nie obserwowanej. Neurolog z Uniwersytetu Wisconsin dr Richard Davidson twierdzi, że badania, które przeprowadzili wykazały, iż mózg można wytrenować i fizycznie zmodyfikować, i to w stopniu możliwym do wyobrażenia tylko niewielu ludziom.
Dotychczas naukowcy byli wręcz przeciwnego zdania – uważali, że połączenia między komórkami nerwowymi zostają ukształtowane we wczesnym okresie życia i u człowieka dorosłego już się nie zmieniają. Okazało się jednak, że to założenie jest błędne, a to za sprawą postępu, jaki dokonał się w dziedzinie obrazowania pracy mózgu oraz w innych metodach. Naukowcy lansują obecnie pogląd o nieustannym rozwoju mózgu i ,,neuroplastyczności”. Dr Davidson oświadczył, że wyniki jego najnowszych badań nad medytacjami opublikowane w ,,Proceedings the National Academy of Sciences” (Protokoły Krajowej Akademii Nauk) poszerzają pojęcie neuroplastyczności i pokazują, że trening umysłu poprzez medytację (i inne metody) może zmienić wewnętrzne procesy i obwody w mózgu. Odkrycia te są rezultatem współpracy między dr Davidsonem a tybetańskim przywódcą duchowym, Dalaj Lamą, najbardziej znanym na świecie wyznawcą buddyzmu. ,,Zaobserwowaliśmy, ze wytrenowany umysł lub mózg różni się fizycznie od niewytrenowanego.” – oświadczył dr Davidson i wyraził nadzieję, że kiedyś ,,potrafimy lepiej zrozumieć potencjalną doniosłość tego rodzaju treningu umysłu i zaczniemy traktować go poważnie”[1].

Potwierdzeniem rezultatów badań nad medytacją uzyskanych przez zespół dr Davidsona są badania dr Sary Lazar z Harwardzkiej Szkoły Medycznej. Posługując się techniką rezonansu magnetycznego udowodniła ona, że pod wpływem codziennych ćwiczeń medytacyjnych kora mózgowa, odpowiedzialna za wyższe procesy psychiczne, powiększa swoją grubość, a także lepiej pracują te części mózgu, które odpowiedzialne są za koncentrację, pamięć i podejmowanie decyzji.[2]

Z kolei pod koniec lipca 2005 roku ukazał się w tygodniku „Wprost”[3] artykuł dr Marii Golczyńskiej zatytułowany „Rak umysłu”. Tytuł tego stronniczego tekstu odnosi się do medytacji. Uważam, że nazwanie medytacji rakiem umysłu jest wielkim nieporozumieniem i świadczy o braku właściwej wiedzy na ten temat, która w pełni odzwierciedlałaby istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Stwierdziłem po przeczytaniu zawartej w artykule jednostronnej treści, że bardzo dobrze się stało, iż została ona opublikowana, bo z jednej strony ukazuje ona brak obiektywizmu i pseudonaukowość, a tym samym brak kompetencji jego twórców, z drugiej zaś strony – umożliwia bezstronnym reprezentantom wiedzy z różnych obszarów ludzkiej egzystencji skrytykować i skorygować błędne wyobrażenia i osądy przedstawicieli nauki opartej o materialną opcję, czyli nauki głównego nurtu. Autorka artykułu bardzo tendencyjnie opisuje w nim negatywne przypadki praktykowania medytacji przez niektórych znanych ludzi. Przytacza m.in. przykład zespołu „The Beatles”, którego medytujący członkowie nie ustrzegli się konfliktu; następny przykład piosenkarza Leonarda Cohena, przez 5 lat mało skutecznie praktykującego, w celu pozbycia się depresji, medytację w tybetańskim klasztorze oraz przypadek uzależnionego od alkoholu i narkotyków brytyjskiego pisarza, Kevina Griffina, dla którego medytacja stała się kolejnym nałogiem. Autorka artykułu pisze również: „Zbawienny wpływ wschodniej medytacji na zdrowie dotychczas udało się potwierdzić jedynie u mnichów buddyjskich, którym już tryb życia zapewnia dobrą kondycję fizyczną (pobudka o świcie, życie bez pośpiechu, dieta wegetariańska)”. Przytoczone zdanie jest częściowo nieprawdą, czego m. in. dowodem są rezultaty cytowanych przeze mnie powyżej badań nad wpływem medytacji na ludzki organizm przeprowadzane przez kilka lat przez naukowców z Uniwersytetu z Princeton na ludziach tzw. Zachodu. Kolejnym dowodem na pozytywny wpływ praktyk medytacyjnych na stan umysłu, a przez to i na zdrowie, jest fakt, o czym autorka artykułu wspomina, że obecnie medytuje wielu sławnych ludzi Zachodu ze świata sztuki, kultury, polityki, a nawet biznesu. W tym też miejscu artykułu przydałyby się wypowiedzi niektórych z tych osób (np. publikowana w jednym z czasopism wypowiedź pani minister Barbary Labudy oraz specjalistki psychiatrii, dr Bożeny Figarskiej) na temat dobroczynnych oddziaływań medytacji na ich psychofizyczną kondycję, dzięki czemu szerokie grono czytelników dowiedziałoby się więcej prawdy. W zamian za to niestety, znajdujemy w artykule negatywną wypowiedź pani dr Marii Golczyńskiej z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, która badała skuteczność medytacji w leczeniu zaburzeń psychiatrycznych i na podstawie końcowych wniosków tychże badań zbudowała negatywną opinię na temat praktyk medytacyjnych. Jej badania wykazały bowiem, że niepraktykujący medytacji pacjenci „lepiej rozumieli swoje problemy i szybciej dochodzili do zdrowia”. W dalszym ciągu artykułu wymieniane są przypadki psychicznych przypadłości i tymczasowej poprawy lub jej braku po praktyce medytacyjnej. Artykuł ten, jak już pisałem, ze względu na negatywne wypowiedzi o medytacyjnej praktyce oraz brak wypowiedzi osób doświadczających jej pozytywnych rezultatów, jest bardzo stronniczy i posiada znamiona reklamy dla upadającego, z wiadomych szerokiemu gronu czytelników przyczyn, biznesu psychoterapeutów, czego m.in. dowodem jest zaczerpnięte z artykułu „Rak umysłu” zdanie: „To niepokojące, bo wiele osób zamiast chodzić do psychoterapeutów, zaczęło odwiedzać gabinety odnowy duchowej”. Należy zadać w tym miejscu pytanie: dlaczego wiele osób odstępuje od odwiedzania gabinetów psychoterapeutów, a zaczyna szukać recepty na psychiczne zdrowie u duchowych przewodników? Czy psychoterapeuci są mało skuteczni, czy też biorą za wizyty u siebie zbyt duże pieniądze lub utracili w wyniku ostatnich afer autorytet – odpowiedź pozostawiam czytelnikom.

Osobiście uważam, że medytację lub relaksację należy praktykować jako część normalnej egzystencji, z jednej strony przyczyniającą się do podniesienia ludzkiej świadomości, a zatem zwiększającą odbiór uzdrawiających subtelnych energii, z drugiej zaś strony – dającą odpoczynek umysłu i psychiczną równowagę, a przez to poprawę zdrowotnej kondycji praktykę. Medytację można tak samo wdrożyć w normalne życie jak jedzenie, spanie, naukę i pracę oraz również jako część rekreacji. Nigdzie natomiast nie spotkałem się w literaturze z opinią, że medytacja jest antidotum na choroby psychiczne, a z wyników badań wypowiadającej się w artykule dr Marii Golczyńskiej należy wysnuć wniosek, że jest ona nawet przeciwwskazana. Jest to zrozumiałe zważywszy, że medytacja poszerza świadomość, natomiast cierpiące na psychiatryczne dolegliwości osoby powinny raczej ją zawęzić i skupić się na ujawnieniu źródeł i przyczyn swoich dolegliwości oraz na oczyszczaniu się z ich skutków. Nie powinno się jednakże, na podstawie wyników badań uzyskanych tylko na osobach z psychiatrycznymi dolegliwościami, wysnuwać o medytacji tylko negatywnych wniosków i sprowadzać ją do raka umysłu, bowiem można dojść do absurdalnego stwierdzenia, iż olbrzymia liczba ludzkiej populacji (medytuje wielu Azjatów, Europejczyków i Amerykanów), w tym wielu znanych, wspaniałych ludzi, choruje na tę przypadłość. Raczej do objawów raka umysłu zaliczyć należy pseudonaukowy bełkot tych wszystkich, którzy spreparowali omawiany przeze mnie artykuł i nadali mu niedorzeczny tytuł. Śmiem tak twierdzić, bowiem naukowe badania wpływu medytacji na ludzki umysł i organizm prowadzi się od dobrych 30 lat, a o jej pozytywnych rezultatach, nie tylko na jednostkę, ale również na całe grupy społeczne, można dowiedzieć się m.in. na stronach Internetu pod hasłem „efekt Maharishiego” oraz w naukowych, o światowej renomie czasopismach, np. w „Science”, „Lancet”, „Scientific American”, „American Journal of Physiology”, „International Journal of Neuroscience”, „Journal of Clinical Psychitry”.

EFEKT MAHARISHIEGO

W tym miejscu, jako dowód, przytaczam zaczerpnięty z Internetu (pod hasłem: „efekt Maharishiego”) fragment dotyczący eksperymentu z medytacją i jego rezultatów, będących w opozycji do tekstu omawianego artykułu, a uzyskanych w centrum Zachodniej cywilizacji, Stanach Zjednoczonych: „W 1974 roku zaobserwowano w wielu miastach (USA), że osiągnięty w medytacji stan wyciszenia u pewnej liczby ludzi udziela się innym członkom grupy; nazwano to >>efektem Maharishiego<<. Należy w tym miejscu podać bardzo ważną informację. Mianowicie, istnieją w różnych państwach, głównie w Stanach Zjednoczonych, Australii i w zachodniej Europie, grupy medytacyjne, które wykorzystując ,,efekt Maharishiego” oczyszczają i uzdrawiają, dzięki uzyskanym podczas medytacji subtelnym energiom, środowisko naturalne oraz chorych ludzi.

Ze wspaniałą w tej sferze inicjatywą, przyczyniającą się do poprawy energetycznego stanu naszego świata, wychodzi co roku redakcja „Nieznanego Świata”, największego polskiego czasopisma zajmującego się problematyką medycyny alternatywnej i różnych dziedzin parapsychologii. Otóż od 2000 roku redakcja ta organizuje w jednym z ostatnich dni starego roku, o wyznaczonej godzinie, Wielką Medytację w intencji realizacji szczytnych i pięknych idei, np. „Dobra i Pokoju”, „Miłości”, „Jedności”, „Oczyszczania Ziemi i pomocy Naturze”. O wynikach Wielkiej Medytacji Czytelników „Nieznanego Świata” można dowiedzieć się z kolejnych, styczniowych numerów tego periodyku.

Osobiście również inicjuję medytacyjne przedsięwzięcia, m.in. w intencji pokojowego przebiegu Igrzysk Olimpijskich oraz w intencji uzdrawiania dzieci. Poza niewątpliwie energetycznym aspektem tego typu przedsięwzięć, mają one dodatkowo tę zaletę, iż dają wielu osobom poczucie własnej wartości, a ich życiu nadają właściwy, rozwojowy sens. Przytoczmy wypowiedź cytowanego powyżej profesora Davidsona, który zapytany o receptę na szczęście odpowiedział: „Wystarczyłoby, byśmy kilka minut dziennie poświęcili na medytację i skupienie oraz na to, by życzyć sobie i innym szczęścia. Nie chodzi nawet o modlitwę, ale o konkretne ćwiczenia duchowe. Nie zajmie nam to zbyt wiele czasu, choć im więcej go poświęcimy, tym lepsze osiągniemy rezultaty. Podobna praktyka uaktywnia te sfery mózgu, które odpowiadają za pozytywne emocje, jak współczucie, altruizm czy poczucie szczęścia”.

Indywidualne wyniki praktyki medytacyjnej zależą od wielu czynników, z których do najważniejszych należy zaliczyć:

  • osobowość medytującego (silna lub słaba),
  • stopień „zanieczyszczenia” medytującego negatywami przeszłości,
  • rodzaj praktyki medytacyjnej (bierna lub czynna, z mantrą lub bez niej),
  • a także samo miejsce medytacji (stopień zanieczyszczenia ciężkimi jonami dodatnimi lub niesprzyjającą negatywną energią psychiczną).

Praktykowanie medytacji musi również wypłynąć z wewnętrznych potrzeb i intencji danej osoby, co oznacza, że nie należy nikogo do medytacji przymuszać, ani nawet gorliwie namawiać.

Na zakończenie chciałbym dodać osobistą uwagę. Otóż od kilku dobrych lat, będąc przeciwny technikom medytacyjnym opartym na niezrozumiałych dla ludzi Zachodu i pochodzących z innych kręgów kulturowych mantrach (słowach afirmujących boskość), polecam proste techniki relaksacyjne, które przyniosły nie tylko mnie, ale również i wielu moim pacjentom spokój, poczucie bezpieczeństwa, a nawet - likwidację nerwic. W tym punkcie zgadzam się z końcowymi zdaniami artykułu „Rak umysłu” informującymi, że „…nawet buddyjscy mnisi zaczynają odradzać mieszkańcom krajów Zachodu medytowanie według wschodnich technik”.

Relaks umysłu i medytacja, jako łagodne formy dyscypliny, porządkują umysł i ciało, likwidując u człowieka wewnętrzny chaos. Osoby emanujące wewnętrznym uporządkowaniem, spokojem i pogodą ducha, z przeważającym w pracy mózgu pokojowym rytmem alfa, rozsiewają energie, które oczyszczają świat z chaosu tworzonego przez ludzi reprezentujących niższe poziomy świadomości. Nie działając wiele, czynią tak wiele.

 

Bogdan Trawkowski



[1] Źródłem tej informacji jest „The Washington Post” z 1.2.2005 roku, a przepisano ją z „Nexusa” nr 3/41 maj-czerwiec 2005 r.


[2] Informacja za miesięcznikiem „Oliwia” nr 1/2006.


[3] „Wprost” nr 30/2005.